...będę żoną!
Czytaj dalej
Nigdy nie marzyłam o bajkowym ślubie, o sukni księżniczki czy o romantycznej podróży poślubnej. Gdy urodził się Mikołaj jeszcze bardziej przestało mi zależeć na całej ślubnej otoczce "tego dnia". Ten najważniejszy dzień w życiu, mieliśmy już przecież za sobą... Teraz jednak, gdy termin zbliża się coraz bardziej, zaczynam dostrzegać jakąś magię. Myślę przed zaśnięciem o tym, czy wszystko się uda. Gdzieś w tyle głowy zarysowały się mgliste wyobrażenia i bardzo bym chciała, by był to dzień wyjątkowy dla nas obojga. Nigdy już nie będziemy sami, mamy w końcu Mikiego i ogromnie nas to cieszy. Ale marzy mi się byśmy chociaż przez tą chwilę w kościele byli tylko dla siebie.
Moje inspiracje
Ostatnie tygodnie przed ślubem są przeważnie przepełnione szeregiem spraw do załatwienia. Nam zostały już tylko drobnostki typu dogadać się z fotografem. Tak więc nie stresuję się jakoś specjalnie.
Bardziej martwię się o to jak Miki zniesie to zamieszanie. Cała masa babć, cioć i innych wujków z chęcią się nim zaopiekuje ale wątpię czy tak łatwo zapomni o mamie. A chcąc nie chcąc czeka nas mały "odwyk" od siebie. Próba generalna już za dwa tygodnie, jedziemy na ślub przyjaciółki a Miki po południu ma zabukowany czas z ciocią i wujkiem, byśmy mogli się trochę pobawić. W nocy również chcemy by został w hotelu z moim bratem i bratową - może nie będzie tak źle, jak sobie to narazie wyobrażam :-p W razie czego będę blisko, by ugasić pożar.
Naszła mnie teraz refleksja, że nasze rozstania bardziej przeżywam ja niż Miki...





















