Uparciuch już w brzuszku robi mamie na złość...

Niestety nie pochwalę się Wam dzisiaj jeszcze swoim Maluszkiem...  nie śpieszy mu się na ten mróz.

Co jakiś czas pojawiają się lekkie skurcze, ale w chwili gdy zaczynam się nastawiać że to JUŻ, znikają błyskawicznie... Poza tym szyjka jest całkowicie zachowana...
Wg USG nie zgraliśmy się z Mikusiem terminami - wg wszystkich parametrów to DZISIAJ jest jego dzień.

A jakie plany na najbliższe dni? Wczorajszy test OCT wyszedł prawidlowo, więc najpóźniej w niedzielę pierwsza indukcja oksytocyną. Jeśli i to nie pomoże, pewnie pòjdę pod nóż...

Nastawiłam się na poród naturalny, ale powoli zaczyna mi to być obojętne - byłe trzymać już synka w ramionach.

Ile można czekać???

Taki oto prezencik dostałam dziś w Kinder Niespodziance  ;-)
Czytaj dalej

Trzygwiazdkowy hotel to to nie jest...


No i stało się. Leżymy na oddziale od wczorajszego wieczora. Skurcze były dosyć częste, bolesne tak w granicach 2-3/10. Położone radziły, by może lepiej poczekać spokojnie w domu aż się akcja rozwinie... Lekarz jednak zalecił obserwację. W sumie nawet mi to na rękę...W domu jestem sama całymi dniami. Szpitalny klimat nie stresuje mnie jakoś specjalnie, a czuję się tu po prostu bezpieczniej.
W nocy skurcze pojawiały się dalej nieregularnie, ale były... Od rana cisza - na ktg tylko jeden mały skurczyk... Za to Mikuś aktywny bardziej niż zwykle.
Jednym z najmniej sympatycznych momentów, jak dotąd, są badania szyjki - okropnie nieprzyjemne i bolesne. Dzisiaj lekarz nawet wykonał lekki masaż...o my God!

Przy przyjęciu na oddział trafiłam akurat na znajomą położną ze Szkoły Rodzenia. Przebrnęłam wiec przez całą papierologię w miłym towarzystwie. W przydziale dostałam najbardziej skrzypiące łóżko. A na śniadanie byla oczywiście owsianka, moja ulubiona, a fuuuuu - cała wylądowała w koszu! Za chwilę obiad - ciekawe, co zaserwuje szef hotelowej kuchni ;-)


No nic, pozostało tylko czekać...
Mam nadzieje, że nastepnym razem pochwalę się już Synkiem :-)
Czytaj dalej

The Happiest Baby on the Block


Wspominałam niedawno o filmie poleconym przez położne ze szkoły rodzenia - "Szczęśliwe dziecko". Obiecałam, że podzielę się wrażeniami więc jeszcze na ostatku, postaram się w kilku zdaniach opisać o co w tym wszystkim chodzi. Zachęcam też by zajrzeć do książki - ja niestety nie miałam do niej aktualnie dostępu, ale niedługo Mikołajki, więc kto wie... ;-)


Mnie, osobie nie mającej żadnych doświadczeń z niemowlakami, metoda przedstawiona przez dr Harveya Karpa wydaje się trochę śmieszna i nierealistyczna - no bo jak to?! Jak to możliwe, że takie małe kroczki wystarczą by uspokoić syrenę alarmową? A jednak... Zasada 5 "S" ma wielu zwolenników i nazywana jest najskuteczniejszą metodą walki z płaczem niemowląt. Na czym ona polega?

Harvey Karp uważa, że każde dziecko rodzi się o jeden trymestr za szybko. Dlatego pierwsze trzy miesiące życia nazywa brakującym czwartym trymestrem. Należy więc stworzyć noworodkowi w tym czasie takie warunki jakie miałby on będąc jeszcze w brzuszku mamy. Przestrzegając wymienią zasadę 5 "S", mamy ponoć sukces w kieszeni...

Na czym więc to wszystko polega?
  • na Spowijaniu, czyli ciasnym owijaniu dziecka w kocyk lub otulacz


  • na ułożeniu w Stabilnej pozycji – na boku lub na brzuszku z głową lekko pochyloną ku dołowi

  • na wyciSzszszaniu –  czyli wystawianiu dziecka na głośny, jednostajny szum - nie ma znaczenia czy będzie to pralka, suszarka czy szum mamy do uszka

  • na Skokołysaniu, czyli kołysaniu dziecka w rytmicznym tempie
  • oraz na Ssaniu – czegokolwiek: od sutka, palca po smoczek

 I to by było na tyle. Wydaje się banalnie proste. Obym przekonała się o tym jak najszybciej! :-)

A wracając jeszcze do szumów - popularne stały się ostatnio Misie Szumisie. Ja znalazłam tańszą alternatywę, może mniej przytulaśną ale mam nadzieje, że równie skuteczną - aplikację na telefon "Baby Sleep Sounds". Może się sprawdzi, zobaczymy...


A tymczasem znikam do szpitala na "oględziny" - zobaczymy jakie będą dalsze zalecenia lekarza.
Brzuch twardnieje mi coraz częściej, czasami towarzyszy temu lekki ból (bardziej niż miesiączkowym, nazwałabym go jelitowym)...
Niepewność, która towarzyszy mi od kilku dni staje się coraz bardziej dokuczliwa. I chyba to jest najgorsze, nie jakiś tam bóóóóóól...
Czytaj dalej

Jakieś postępy w sprawie...?


Ostatnia wizyta u lekarza lekko mnie podłamała. Jak to? Żadnych skurczy? Byłam załamana, że trzeba będzie jeszcze tyle czekać...
A tu dzisiaj niespodzianka! Na KTG pojawiły się skurcze. Nawet je czułam - nie był to wielki ból, bardziej ucisk i napięcie brzucha. Jeśli przez weekend nie zacznie się akcja, to mam się zgłosić maksymalnie we wtorek do szpitala z torbami :-)
Widzicie... co lekarz to inna opinia. Mój twierdził, że nie ma się co śpieszyć, wszystko w swoim czasie. A dzisiaj ordynator, że jak jest po terminie to na co czekać, można zacząć stymulować. Trochę zgłupiałam... Chciałam już nawet dzwonić do lekarza prowadzącego ale przecież chyba ordynator, mądra głowa z dwiema literkami przed nazwiskiem, wie co mówi ?!

Na pierwsze KTG poszłam całkiem nieprzygotowana. Nie wiedziałam jak to badanie będzie wyglądać. Leżałam pół godziny na lewym boku i patrzyłam się w monitor. Skumałam, że jedna wartość to tętno dziecka - ok, było w porządku. Druga natomiast, musiała obrazować skurcze macicy. No i super - tylko jakie wartości są prawidłowe? Obserwowałam zmieniające się liczby z lekkim niepokojem. Wartości raz malały, raz rosły - nie wiedziałam co się dzieje. Po powrocie do domu postudiowałam więc trochę internet.
Dzisiaj już wiedziałam co i jak, więc leżałam sobie na większym luzie. 


Pagórki na dolnym wykresie to właśnie skurcze. Gdy zaczyna się poród, wykres wygląda trochę inaczej - górki pojawiają się częściej a ich szczyty są bardziej wydłużone. Obrazuje to częstotliwość pojawiania się skurczy oraz długość trwania.

W czasie trwania ciąży ani razu nie spotkałam się w szpitalu z jakąś nie miłą reakcją personelu. A mówią, że szpitale pełne są ludzi wrednych i niesympatycznych.... Położne w przychodni - babki "do rany przyłóż", można pożartować ale i pogadać o konkretach. Lekarz prowadzący - już kiedyś pisałam, świetny facet (chociaż ma swoje humorki). Położne na oddziale - też świetne kobiety. Ordynator - rzeczowy człowiek, lekko służbowy ale przy tym całkiem sympatyczny. Oby takie moje zadowolenie trwało do samego końca!

A teraz czas na spacer! Będę walczyć z wiatrem :-)
Czytaj dalej

Mój plan naprawczy...


Nie chcę już być w ciąży! 
Lubię swój brzuszek, ale chciałabym już mieć Maluszka na rękach. Cały dzień czuję się w miarę ok, jednak wieczorem jest po prostu źle... Żadna pozycja nie jest dobra, szukam tej odpowiedniej - ale taka po prostu nie istnieje. Aż się boję pomyśleć co czują kobiety, które mają większy brzuch i sporo przytyły.

Mądre głowy twierdzą, że istnieją naturalne i bezpiecznie sposoby przyśpieszenia porodu. Zaczynam więc wdrażać plan w życie...

Po pierwsze - spacery! Niestety trochę to trudne do realizacji przy panującej za oknem pogodzie. Będę jednak walczyć i ze sobą i z aurą, by codziennie chociaż na chwilę wyjść z domu. Rozleniwiłam się za bardzo ostatnio. Może i dlatego Mikuś jakoś się nie śpieszy do wyjścia?!

Po drugie - schody! Żadnego ułatwiania sobie życia - żadnej windy. Weszłam dzisiaj nawet na 3. piętro w szpitalu. Doczłapałam się co prawda z okropną zadyszką ale jaka byłam z siebie dumna! W domu też mam schody, trzeba się z nimi bardziej zaprzyjaźnić.

Po trzecie - "no stress"! W wielu przypadkach poród przychodzi właśnie w chwili, gdy przyszła mama się po prostu zrelaksuje. A więc przed snem jakiś dobry film. Na dzisiaj w planie "Szczęśliwe dziecko" - reportaż o autorskiej metodzie kojenia płaczu niemowląt dr Harveya Karpa, amerykańskiego pediatry (opiszę później swoje wrażenia).

I w końcu... po czwarte - seks! Przy współżyciu podwyższa się poziom dwóch hormonów - prostaglandyny (jest obecna w spermie i zwiększa rozwarcie szyjki macicy) oraz oksytocyny (powoduje skurcze macicy). Jest to oczywiście opcja dla kobiet, których ciąża nie jest zagrożona - byłoby to niebezpieczne dla płodu. Jednak przypadku braku przeciwwskazań, metoda ta ma same zalety ;-)
Od jakiegoś czasu mam opory przed takim zbliżeniem - Maluszek już przecież nie jest taki mały. Gdzieś tam z tyłu głowy pojawiają się więc wątpliwości, czy to aby właściwe... Ale może narzeczony znajdzie sposób, żeby mnie przekonać hehe :-)

Oby to było już ostatnie zdjęcie...

Jutro zabiorę się też chyba za lekkie porządki. Nawet na blogu małe zmiany, czemu więc nie dokonać jakiś w realnej przestrzeni?! :-)


Czytaj dalej